12 BIEG

  • EUR 4.69
  • GBP 5.25
  • CHF 4.70

Miał założyć warsztat, a kupił ciężarówkę. Czy to dobra decyzja

Ćwierć wieku temu ciężarówka Mercedesa sprawiła, że Marek Kuźnia założył przedsiębiorstwo transportowe. Ogromny sukces jego firmy pokazuje, że ta decyzja była słuszna. 

Kiedy 25 lat temu Marek Kuźnia kupił na giełdzie używaną ciężarówkę Mercedesa, nie spodziewał się, że dzięki kserokopiarkom i filcowym kapeluszom zbuduje jedną z większych śląskich firm transportowych. Jak więc do tego doszło?

To był dla mnie nieco zagadkowy impuls, strzał w ciemno, jak się okazało, bardzo szczęśliwy – opowiada Marek Kuźnia.

 

Przedsiębiorca wraz z żoną Agatą prowadzi liczącą ponad 150 zestawów firmę Kuźnia Trans z bazą w Mikołowie. Małżonkowie wzajemnie się uzupełniają – mąż zajmuje się kwestiami operacyjnymi, żona sprawuje nadzór od strony formalnej i rachunkowej.

Tak naprawdę myślałem o założeniu warsztatu, ale wyszło inaczej. Po wojnie mój ojciec miał ciężarówkę, może transport chodził mi gdzieś po głowie?

 

Zanim Marek Kuźnia mógł ruszyć w trasę swoją pierwszą ciężarówką, samochód trzeba było wyremontować. To był początek gospodarczych przemian w Polsce, wtedy wszystko było możliwe. Okazało się, że w pierwszych sukcesach przedsiębiorstwa pomógł właśnie wybór marki – Mercedes, nawet używany, był dla powstających w tym czasie firm importujących z Niemiec i Austrii elektronikę oraz urządzenia biurowe samochodem, który można było wysłać na Zachód po towar bez wstydu.

To nie ja musiałem szukać pracy, to sami importerzy zaczęli się do mnie zgłaszać – wspomina Marek Kuźnia.

Tak bardzo im zależało, że pomagali załatwiać wizy dla mnie i pierwszych kierowców. Stawki za fracht były wtedy takie, że opłacało się jeździć w jedną stronę na pusto. Stąd dość szybko kupiłem kolejną ciężarówkę, oczywiście Mercedesa.

 

Trudno się dziwić, że właściciel szybko zdecydował o charakterze firmy: miała zajmować się transportem międzynarodowym. Dziś prawie 70 proc. kursów prowadzi do Niemiec, a pozostałe głównie do krajów Europy Zachodniej, choć oczywiście zdarzają się też wyprawy do innych państw Europy. Równie szybko Marek Kuźnia wdrożył zasadę, że kursy na pusto są nieopłacalne – dlatego zaczął szukać klientów w Polsce, którzy eksportowali swoje wyroby za granicę. Pierwszym była fabryka kapeluszy w Skoczowie.

Woziliśmy co tydzień partie filcowych kapeluszy, w których zakochali się Bawarczycy i Austriacy, wracaliśmy z elektroniką i kserokopiarkami – mówi właściciel firmy. Zdaniem Marka Kuźni wtedy było łatwiej niż teraz znaleźć dobrych kierowców, bo wielu fachowców kształciło wojsko. Później przejmowało ich najczęściej pogotowie. Dla młodych ludzi nie był to szczyt szczęścia, dlatego chętnie przechodzili do prywatnych firm. Niektórzy jeżdżą w Kuźnia Trans do dziś. Obecnie dużo trudniej o takie zaangażowanie, mimo że zarówno sprzęt, jak i warunki pracy za kierownicą bardzo się poprawiły. Stąd, choć firma zatrudnia 180 kierowców, cały czas szuka nowych fachowców.

 

Kuźnia Trans już ponad 10 lat temu zaczęła specjalizować się w dostawach części do samochodów i maszyn w systemie just in time, od producenta prosto na linie produkcyjne. Firma oprócz sektora automotive obsługuje również m.in. branżę metalową, elektro­maszynową, chemiczną i towary ADR. Takie transporty to ogromna odpowiedzialność. Aby zapobiec niespodziankom i tym samym zatrzymaniu taśm produkcyjnych, firma ma trzy własne wozy serwisowe – dwa Vito i jednego Sprintera – oraz siedmiu mechaników.

Oczywiście gęstość sieci serwisowej Mercedes-Benz jest dla mnie dodatkową gwarancją naszej niezawodności – mówi Marek Kuźnia.

 

Od 2011 w Mikołowie pracę rozpoczęło 47 nowych Actrosów – tym samym udział Mercedesów w całej flocie firmy przekroczył 50 procent.

Najpierw trafił do nas pierwszy nowy Actros na testy, które wypadły na tyle obiecująco, że kupiliśmy wtedy dwa na próbę, doskonale wypo­sażone, z kabinami GigaSpace. Teraz mają one ponad 300 tysięcy kilometrów przebiegu i właściwie jeżdżą bezawaryjnie. A nawet jeśli coś się działo, serwis Mercedes-Benz Sosnowiec reagował błyskawicznie. Muszę przyznać, że obsługa posprzedażna firmy robi wszystko, żeby klient był zadowolony. Naprawdę jestem pod wrażeniem – mówi Marek Kuźnia.

 

Ciężarówki w Kuźnia Trans przejeżdżają rocznie ok. 130 tys. km. Zdaniem Marka Kuźni dziś sukces firmy transportowej nie leży w dużych przebiegach ciężarówek, ale w maksymalnie efektywnym ich wykorzystaniu. Dlatego coraz większe znaczenie, obok nowoczesnego taboru, mają kompetentni pracownicy. Kuźnia Trans codziennie obsługuje setki zleceń otrzymywanych od klientów z Polski i Europy, więc znajomość języków obcych jest niezbędna do utrzymania wysokiej jakości obsługi. Jak należy planować trasy, które się opłacają?

– Z towarem trzeba jechać w obie strony, ­inaczej do kursu się dopłaca. Co więcej, odległość pomiędzy miejscem wyładunku i powrotnego załadunku nie powinna być większa niż 50 km, bo inaczej marża znika lub przestaje być atrakcyjna – tłumaczy Marek Kuźnia.

Spedytorzy muszą także dbać o to, żeby samochody można było ładować możliwie szybko. Wyobraźmy sobie, że auto przyjeżdża np. do Paryża w piątek rano. Jeśli ten kurs ma się opłacać, trzeba jeszcze tego samego dnia ruszać z powrotem. Załadunek w poniedziałek rano oznacza postój w weekend, a to podnosi koszty – dodaje. Ciężarówki Kuźnia Trans na razie są wyposażone w silniki Euro V, ale nowy Actros z Euro VI stoi już w blokach startowych. Jak przekonuje właściciel, słyszy coraz więcej dobrego o pojazdach z „szóstką”, ale musi się o tym przekonać na własnej skórze. Jeśli firma się na nie zdecyduje, przyjdzie też czas na kompleksowe szkolenie kierowców, co pozwoli efektywniej wykorzystywać systemy, w które wyposażone są nowe Actrosy.

 

Wszystko wskazuje na to, że branża transportowa, w której jak w lustrze odbija się kondycja gospodarki, znów po chudszych latach 2007–2012, łapie oddech. Firmy transportowe wyraźnie odczuwają poprawę sytuacji gospodarczej, zwłaszcza w Niemczech. Rośnie eksport, a wraz z nim zapotrzebowanie na usługi transportowe. Sezonowo pojawiają się nawet trudności ze znalezieniem wolnych aut. Podobny ruch widać w kabotażu w obrębie samych Niemiec, gdzie polscy przewoźnicy są bardzo dobrze przyjmowani.

Czy to oznacza nowe samochody?

Zobaczymy – mówi Marek Kuźnia.

Wszystko zależy od sytuacji na rynku. Z jednej strony widzimy, że nasi stali partnerzy w 2014 r. planują zwiększenie eksportu, szczególnie do Niemiec, ale musimy ocenić, jak będzie wyglądał import, a więc ładunki powrotne. Tu musi być równowaga – podkreśla Kuźnia.

Z drugiej strony nie ma takiego roku, w którym w firmie nie pojawiłyby się nowe pojazdy. Więc zapewne tak będzie i w tym.

 

www.kuznia-trans.pl

 

 

Udostępnij:

Zapisz się do naszego newslettera